Eurowybory 2014 – subiektywny przegląd spotów

Majowe wybory do Europarlamentu zbliżają się wielkimi krokami. Niestety, osobiście nie będę mogła głosować (nie, nie, mam 18 lat, obowiązki wzywają mnie na Ukrainę) ale na szczęście nie omija mnie zażarta walka o wyborcę. Portal wGospodarce ogłosił właśnie finał konkursu na najlepszy i najgłupszy spot. Ja zaś pokuszę się o kilka słów analizy.

Na pierwszy ogień spot Konrada Berkowicza, który jest też nominowany w kategorii najlepsze portalu eGospodarka.

Rzeczywiście, spot jest dobry. Konkretny, przejrzysty wizualnie. No i najważniejsze: siła wizualizacji i porównania. Każdy zna unijne tablice. Co ciekawe, brak tu jakiejkolwiek obietnicy wyborczej.

Z drugiej strony mamy co najmniej  dziwaczny spot Armanda Ryfińskiego

Panie Armandzie, ludzie, których to przekonuje, jeszcze nie mogą głosować.

Ale i w Europie Plus trafiają się dobre spoty:

Barbarze Nowackiej muszę oddać sprawiedliwość: prosty przekaz, kilka ładnych haseł, jedna okrągła, robiąca wrażenie liczba. Bez fajerwerków ale i bez błazenady w postaci psa z rogami.

Pozostając w tej samej partii spójrzmy na przykład pt. „Dobre chęci i pomysł na siebie zamordowane przez tragiczną realizację”:

Są tu, jakże rzadkie w spotach wyborczych, konkretne cele. Jednak co z tego, skoro w pamięci zostają bezsensowne piktogramy i „dzieci śmieci”.

Na szczęście prawa strona sceny politycznej pomysłowością nie ustępuje lewej:

Trzeba przyznać: zapamiętywalny i dynamiczny. Jednak moim freakowym okiem, zbyt agresywny, odrobinę za bardzo idący w stereotypy. O wiele lepiej wypada te spot, stonowany, a jednocześnie czerpiący z ciekawej formy wizualnej, którą wybrał Ruch Narodowy. Bardzo podoba mi się dobór formy muzycznej.

Z kolei Platforma wypuściła spot pod znaczącą nazwą „Tego potrzebuje dziś Polska”. Warto zwrócić uwagę na to, jak doskonale dobrana jest muzyka – dynamiczna, mocna, porywająca. To ona buduje połowę filmu.

Na koniec perełka ze Stanów. Tamtejszy kandydat Mitch McConnel nagrał spot, w którym nie pada ani jedno słowo:

Po tym jak w niesamowicie popularnym The Daily Show Jon Stewart zachęcił widzów do urozmaicania spotu własnymi podkładami, stał się on viralem, zwanym #mcconneling. Do fimu podkładano i Miley Cyrus i Sepulturę. Sam zainteresowny podobno uznaje zjawisko za zabawne.

 

 

Wygoogluj to!

„Googlować coś” to jeden z moich ulubionych przykładów tworzonej przez marki nowowmowy. Dowodów na to, jak nazwa własna może wrosnąć w nasze życie.

Ja juz nie pytam  ludzi o drogę. Szukam drogi w google maps. Google niezauważanie stało się narzędziem koniecznym. Nie tylko do szukania informacji, ale niezbędnym w pracy, w szkole, w codziennym funkcjonowaniu.  A jakie może być lepszy kanał reklamy, niż taki, który jest wszechobecny?

Miałam ostatnio przyjemność uczestniczyć w szkoleniu odnośnie Google AdWords. Mogę ją z całą konsekwencją nazwać najlepiej rozwiniętą siecią reklamową na świecie.

Po pierwsze – zasięg.

Gogole AdWords to nie tylko wyszukiwarka Google. To chociażby YouTube, onet.pl, tablica.pl, demotywatory.pl, gazeta.pl. Tysiące stron, które mają podpisane umowy i wyświetlają reklamy Google. Tutaj dochodzimy także do kolejnego ważnego aspektu.

hjj

Po drugie – targetowanie

Dzięki ogromnemu zróżnicowaniu stron bardzo łatwo jest skierować reklamę do konkretnej grupy. Inaczej, niż w przypadku ulotek czy innych sposobów reklamowania się na szerszą skalę, reklama skierowana do rybaków umieszczona poprzez Google AdWords na portalu dla rybaków ma bardzo precyzyjny zasięg działania. Dodatkowo Google proponuje szereg ustawień geograficznych i demograficznych.

gh

Po trzecie – jasne zasady

W Google AdWords obowiązuje zasada CPC. Również schemat aukcji jest bardzo prosty, chociaż wymaga ciągłego nadzoru oraz ulepszania reklamy. Tworzący reklamę wie za co płaci – inaczej niż w większości agencji reklamowych.

Po czwarte – prostota

Google przerzuciło cały ciężar tworzenia reklamy na użytkownika. I chwała mu za to. Sami tworzymy treść, Google zaoferuje nam nawet prostą oprawę graficzną. Użytkownik sam dodaje reklamę, sam ją tworzy, sam ją usprawnia, sam decyduje do kogo ona trafi, sam ustala ustawienia geograficzne czy demograficzne.

Fenomen Google zawsze będzie mnie zadziwiał i zastanawiał jednocześnie. Prostotą pomysłów, podejściem do użytkownika oraz, last but not least, znajdowaniem kolejnych sposobów na zarabianie.

Krajowa Konwencja PO okiem freaka

Miałam w sobotę unikalną okazję uczestniczyć w krajowej konwencji PO. Muszę przyznać, że marketing polityczny Platforma wypracowała na najwyższym poziomie.

Kiedy wszedł premier, moja pierwsza myśl to było „Donald Tusk Super Star”. Potem zgasły światła, błysnęły specjalne reflektory, a głos lektora zza kadru ogłosił przemarsz ku nowej, świetlanej przyszłości. Przez chwilę poczułam, że to nie niewielka Hala 100-lecia Sopotu, ale miting wyborczy Obamy w pomniejszeniu.

DSC_8170

Z największą uwagą przyglądałam się  przemówieniom jedynek z list wyborczych do Europarlamentu. Największe wrażenie zrobił na mnie Michał Kamiński. Jego fanką jako spin doctora byłam od jakiegoś czasu. Bardzo sprawnie odniósł się do swojego przejścia do PO, przeplótł swoimi hasłami i zgrabnie zakończył żartem:

„Wchodzi Kamiński na zebranie PO i na widok Tuska mówi: <<Jarek, ale się zmieniłeś>>”

DSC_8232

Nie wspominam nawet o mowie ciała na najwyższym poziomie. Każdy, wypracowany gest, wyglądał jak naturalny i oczywisty.

Z zachwytem słuchałam również Róży Thun. Nie ze względu na to co  mówiła, ale JAK. Widać lata praktyki. Doskonale dobrane proporcje haseł wyborczych, anegdot, mowa ciała ekspresyjna ale doskonale dobrana.

DSC_8244

 

Na tym tle dwóch wieloletnich praktyków wyborczego oratorstwa ciekawie wypadł Saryusz-Wolski. Wyszedł, wymienił and czy będzie pracował, opisał poszczególne elementy, podsumował i zszedł ze sceny. Praktycznie żadnego wyborczego pijaru, mowy ciała, haseł. Konkret, konkret, konkret.

Natomiast zawiodłam się Piterą. Naprawdę, wieloletni polityk MUSI czytać przemówienie z kartki głosem lektora z filmów klasy B na nieboszczce Polonii 1 ? Dodatkowo podosić tą kartkę tak,że publicznoć ją widzi? Każdy specjalista od przemówień i mowy ciała złapałby się za głowę.

DSC_8213

Generalnie,  ta konwencja tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że PO zmierza drogą amerykańskiego marketingu politycznego. Zamienianie mityngów w show, ciągłe podkreślanie gry drużynowej, techniki mowy ciała, przemawiania, organizacji. Ciekawa jestem niezmiernie rozwoju tych technik na polskim gruncie. No i jestem ciekawa co na to PiS?

DSC_8164

 

Kura nie ptica, Polsza nie zagranica czyli Rosjanie na zakupach.

4 marca portal wirtualnemedia.pl podał , że Pomorska Regionalna Organizacja Turystyczna wstrzymała akcję promocyjną dla Rosjan. Akcja miała zachęcać do odwiedzenia Trójmiasta w Dniu Kobiet. Cóż, polityka polityką, a biznes jest biznes. Pomorskie Obwodem Kaliningradzkim żyje. Na rosyjskie pieniądze liczy i lokalny fryzjer i międzynarodowa sieć supermarketów.

20131202_194757

Również w Internecie widać ożywienie polsko – rosyjskich stosunków handlowych. Na portalu v kontaktie istnieje strona promująca zakupy w Gdańsku, Olsztynie, Elblągu. Śledzi go ponad 3 000 osób. To profil domeny shopping-gdansk.ru.  Znajdziemy tam informacje o hotelach, sklepach, rabatach, programach lojalnościowych.

Sam Gdańsk uruchomił rosyjskojęzyczną wersję  bezpłatnego przewodnika turystycznego po Gdańsku w formie aplikacji . Można go pobrać na stronie Gdańsk4u. Można tam zobaczyć również wizytówki firm po rosyjsku.

Ciekawą inicjatywą jest „Russian Friendly”. To certyfikat, zapewniający przyjazną atmosferę klientom zza wschodniej  granicy. Mają się czuć mile widziani, wejść do sklepu z certyfikatem. W końcu „siła dobrych emocji jest wielka”, jak zachęca hasło na stronie. Wiadomo, warto wyróżniać kupującego.

Również w Gdańsku można zauważyć oferty agencji reklamowych promujące kampanie skierowane do rosyjskiego klienta. Nic dziwnego. W końcu w połowie listopada 2013 ilość przekroczeń granicy z Obwodem wynosiła 5 mln. W 2013 rachunki opiewały na 70 mln złotych. Wydatki ciągu dwóch świątecznych dni w 2014 -to ok. 1 mln złotych. W dodatku to tylko sprzęt AGD, RTV, odzież, obuwie i materiały budowlane. Kto policzy, ile zostało w Biedronkach, u fryzjerek czy w hotelowych kasach?

Swoją drogą, ciekawa jestem, czy ktoś już pokusił się o badania marketingowe preferencji klientów z Kaliningradu. Byłoby to potężne narzędzie.

Tak więc Krym Krymem, agresja rosyjskich władz agresją. Dyktator Putin może i wyciąga łapska gdzieś zza murów Kremla. Biznes z Obwodem będzie kwitł.  Każdy chce przecież dostać swój kawałek tortu

Durex czy lalki?

„Kup jedno, to nie będziesz musiał kupować drugiego”. Takim komunikatem zostałam zaatakowana w sobotnie popołudnie w jednym z supermarketów. Przypadek? A jeśli nie?

Takie zestawienie na pewno byłoby korzystne dla Durexa. Ludzie uzywaja prezerwatyw, ponieważ boją się wpadki i jej konsekwencji. Różowy stand z lalkami z całą pewnością dość dobitnie przypomina, jakie to są konsekwencje. Kup Durexa, a nie będziesz musiał odwiedzać dziecięcego.

2013-11-23 14.31.42

 

Sporo mówi się ostatnio o marketingu opartym na straszeniu klienta. Więc – czy marka prezerwatyw powinna straszyć? Trochę tak, w końcu zabezpieczamy się ze strachu właśnie. W tym przypadku to dość silna motywacja. Jednak badania pokazują, że zbyt silny strach u klienta wpływa negatywnie na decyzje zakupowe. Wszystko musi być podane z dozą humoru. Koniec końców chodzi przecież o dobrą zabawę.

Lwy z Cannes w Sopocie

Jak tworzyć dobry PR, oto jest pytanie. Na szczęście można iść na Cannes Lions Creative PR Meeting, które jest „must be”nie tylko „pijarowców” ale każdego kto pracuje w szeroko pojętej branży.

Wśród prezentowanych kampanii były oczywiście lepsze i gorsze. Pamiętajmy jednak, że Cannes to barometr najnowszych trendów  w marketingu. Oto 3 najważniejsze (w swojej wypowiedzi zwróciła na nie uwagę Natalia Hatalska):

1. Emocje

Podczas oglądania filmów podsumowujących kampanie żałowałam, że nie miałam chusteczek, naprawdę. Tyle emocji nie ma nawet w  „M jak Miłość”. Szczególnie łzawe jest video  CocaColi, której komunikację osobiście uwielbiam za spójność i granie na emocjach właśnie. Otóż Coca Cola postawiła w centrach handlowych w Indiach i w Pakistanie specjalne ekrany:

2. Twitter

Praktycznie każdy film starał się podsumować kampanię i pokazać jej pozytywne skutki. Były więc wspomniane notki prasowe (wiadomo, nobilitacja) czy wzrosty sprzedaży. Co ciekawe, nie wspominano o FB. Zamiast tego w większości podsumować pojawiała się liczba tweetów oraz hashtagów. Co więcej, jedna z kampanii wykorzystała Twitter w niebanalny sposób, tworząc tweetphony.

3. Muzyka

Spora część case studies wykorzystywała dźwięk. Jako podkreślenie emocji. Jako dodatek. Także jako samą komunikację. Wszak muzyka to język uniwersalny. Tak właśnie, za pomocą orzechów, „przemówiły” drzewa w kampanii  BUND for Environment and Nature Conservation Germany.

Poniżej jeszcze jedna kampania, która mnie osobiście zachwyciła czyli Dumb Ways To Die, zrealizowane dla metra w Melbourne:

Papier to przeszłość?

Pamiętacie, kiedy ostatni raz dostaliście list? Taki prawdziwy, nie rachunek czy radosną korespondencję z banku. Ja nie pamiętam. Maile i sms zabiły sztukę pisania listów. Aparaty cyfrowe zabiły analogowe i ten dreszczyk przy wywoływaniu zdjęć. Czy tablety zabiją książki?

W wrześniowym Do Rzeczy przeczytałam bardzo ciekawy artykuł. Nosił tytuł „Biblioteki bez książek”. Otóż 14 września została otwarta BiblioTecha, pierwsza w USA biblioteka, w której nie ma ani jednej papierowej książki. Jest za to 48 iMaców, 10 mcbooków, 40 iPadów i 600 czytników e-booków.  Wirtualną książkę czytelnik wypożycza sobie na 2 tygodnie. Trafia ona do naszego czytnika, a po upływie terminu automatycznie trafia z powrotem do biblioteki.

Czy to kolejny krok do śmierci literatury czy prasy na papierze? A może po prostu to znak czasów. Do Rzeczy podaje, że w 2012 roku wartość publikacji elektronicznych wzrosła o o 100% – do ok. 50 mln złotych. Coraz więcej osób ma tablety, smartfony, Kindle. Mamy specjalne appki, pozwalające czytać jedną książkę na wielu urządzeniach. Gazety przeglądamy też z jej pomocą lub prenumerujemy na czytnik. Tak jest szybciej i wygodniej. Z drugiej jednak strony, zmierzch słowa drukowanego wieszczony jest od dawna. A ono wciąż się trzyma. Ja, czytając zbiory listów, zastanawiam się tylko, jak to będzie za 50 lat. Zbiory smsów Dody i Nergala?

Swoją drogą – ta reklama całkiem nieźle pokazuje, że papier zawsze będzie nam potrzebny…

Edit: Kiedyś czytałam felieton o pierwszej i drugiej klasie hiszpańskiego pociągu. Druga klasa to pęd, tablety, smartfony, głód szybkiej, mielonej informacji. Pierwsza to spokój, papierowe wydanie „El Pais”, książki, ewentualnie Kindle. Druga klasa to infoteinment, drugi obieg, łykanie informacji. Pierwsza to refleksja, tworzenie tego, co potem w zmielonej formie wędruje do drugiej. Pierwsza kreuje, druga papuguje. Doskonale wpisuje się tu celny komentarz mojej koleżanki, Marty: „Papier to nie przeszłość, papier to luksus”.

Czy Makro powinno wstydzić się za prosiaka?

Przedwczoraj Polacy odkryli, że wieprzowinę robi się ze świń. Chodzi mi oczywiście o Świniak Gate czyli zafoliowane prosiaki w Makro.  W świat poszło święte oburzenie, że jak to „on ma oczka i uszka i wygląda jakby spał”. Swoją drogą, ciekawa jestem, ile oburzonych prosiakiem osób kiedykolwiek zrobiło  zakupy w Makro.

Więc, wieczorem 14 października Makro odpisało obrońcom zafoliowanych zwierzątek. Spodziewacie się przeprosin, kajania się, błagania o przebaczenie? Otóż nie. Nagle na profilu dotąd prowadzonym w bardzo zrównoważony sposób pojawił się taki komentarz:

ko

Brawura, arogancja czy celny prztyczek w nos? Mnie osobiście ta odpowiedź rozbawiła.

Koniec końców sieć wycofała prosiaki. Podobno tylko chwilowo, żeby zasięgnąć konsultacji branży HoReCa, dla której takie produkty są przeznaczone (o dziwo, ich klienci, zajadając się prosiakiem z rożna, nie mają wyrzutów sumienia). Mam nadzieję, że tak rzeczywiście będzie. Głupio by było, gdyby taka marka jak Makro (skierowana praktycznie tylko do przedsiębiorców) wycofywała produkt pod naciskiem „kryzysiku” w social media, wywołanego przez tych, którzy nie są nawet ich klientami. Chociaż istnieje też druga strona medalu. Być może klienci tych którzy są klientami Makro też wolą myśleć, że kiełbasa z integracyjnego grilla rośnie obok marchewki w ogródku. Wtedy prosiak rzeczywiście powinien zniknąć. A że okazuje się, że większość z nas jest hipokrytami? Też mi nowość.

Abercrombie wie what does the Fox say?

Już wszyscy zastanawiali się, co mówi lis. Taka już jest specyfika Internetu, że wszystko, co możliwie najgłupsze staje się memem – nie inaczej było z „What does the Fox say”. Oczywiście zawsze znajdzie się marka, która skusi się na wykorzystanie siły internetowego trendu. Tak było z Gangam style czy z Harlem Shake. Wiadomo, młody target się uśmiechnie, doceni podążanie za trendami, potraktuje jak swoich, kupi.

Właśnie boom na lisy wykorzystało Abercrombie&Fitch. Znacie ich na pewno. To ci, którzy nie produkują ubrań dla grubych i biednych. Internetowe trendy stworzone są dla nich.

Oto ich przeróbka „What does the Fox say”:

Coś, tym razem poszło nie tak. Sztywne to to. Naciągane. Na siłę. Dziwne. Niestety, nawet taka marka jak Abercrombie & Fitch musi zaliczać wpadki. Nie zawsze internetowy trend da się przerobić na siłę sprzedającą. Przede wszystkim trzeba robić to tak, jakby nic się nie chciało sprzedać. Z wdziękiem, nienachalnie. Abercrombie przegięło i chciało za bardzo.

Po za tym, czy tylko mi kojarzy się to z tymi „owieczkami”?

 

 

Social Customer Care? LG robi to dobrze!

Wiele teraz mówi się o Social Customer Care czyli trosce o klienta/obsłudze klienta w social media. Mi wydaje się, że wszystko to ma wymiar bardziej PRowy niż czysto marketingowy. Tak właśnie PRowo zadziałało LG.

Na fanpage City of Poznan umieszczono wpis pokazujący kartkę z informacją o zagubionym telefonie LG.  Kilka godzin później pod postem zobaczyć można było wpis od LG.

koko

 

I tak to się robi! Bardzo ładne wizerunkowe zagranie.